Ktoś patrzący z boku na pielgrzymkę, pewnie nie raz pomyśli "jak im się tak chce?". Jest ponad 30 stopni ciepła, asfalt paruje a nogi zaczynają boleć po pierwszych przebytych kilometrach. Zastanawiające jest, że pątnicy idą tak wytrwale i krzyczą radośnie hasło "do Częstochowy!", choć przed nimi jeszcze ponad 200 km w najróżniejszych warunkach. "Ja zawsze, gdy widziałem przechodzącą pielgrzymkę dziwiłem się tym ludziom, aż sam nie poszedłem" dzieli się brat z grupy miedzianej. Poszedł podziękować za sukcesy swoich córek na studiach. To jego pierwszy dzień i mimo trudności, jest pełen entuzjazmu i pokory na pątniczym szlaku.

Spotkałam też kleryka, który niesie ze sobą modlitwę o dobry, świadomy diakonat dla niego i jego kolegów. Już za rok zrobią swój kolejny krok na drodze do kapłaństwa. Opieka Matki Boskiej z pewnością im się przyda.

Są intencje konkretne, ale jest też po prostu pragnienie przebywania z żywym Kościołem, bycie we wspólnocie. Podkreślają też, że doświadczenia upadku i radości w duchu modlitwy, dają im siłę i odwagę na czas gdy wracają do domu. Kasia sama jeszcze nie wiedziała, dlaczego tu jest, ale coś ją popchnęło do tego by iść i ma nadzieję, że znajdzie odpowiedź w drodze.
Kolejnym pątnikiem niosącym swą prośbę była siostra z grupy granatowej. Poruszona częstym wrogim podejściem ludzi do siebie, jej pragnieniem jest by ludzkie serca były wolne od nienawiści. Modli się  przede wszystkim o pokój zarówno w serach poszczególnych osób ale i wspólnot np. w rodzinach.

Na odpoczynku w Gorzewie spotkałam jeszcze jednego pielgrzyma z grupy granatowej. Idzie już czwarty raz i zawsze by za coś podziękować. W tym roku jest to zdrowie prawie 12-letniego Janka, który siedzi uśmiechnięty tuż obok nas. Kilka lat spędził z ciężko chorym synem w szpitalu i uważa, że teraz należy odbić piłeczkę w inną stronę i podziękować za tak wielki dar. Mówi o swoich pozostałych synach i żonie. Słyszę, że rodzina jest dla niego najważniejsza, a jego szczere spojrzenie, przekonuje mnie w pełni do tego, że ma wielka wdzięczność dla Boga za radość każdego kolejnego dnia. Jego historia jest tak wzruszająca i pokazuje tak piękną postawę wiary, że potrafię odpowiedzieć tylko "ojejku".

Nie zapominajmy o duchowych pielgrzymach, którzy przynoszą na codzienne Eucharystię swoje głębokie pragnienia, podziękowania. Myślę, że moc intencji w sercach kierowana do Maryi jest zdecydowanie większa niż zewnętrzna pełna trudu strona pielgrzymki. Można tylko pomyśleć "ojejku".

Karolina Kędzia