Strapionych pocieszać – to kolejny towarzyszący nam uczynek miłosierdzia. My – Chrześcijanie staramy się pielęgnować nasze życie duchowe, żyć według nauki Ewangelii i nieść miłość drugiemu człowiekowi. Przy tym winniśmy pamiętać właśnie o wypełnianiu uczynków miłosiernych. Nie zawsze jednak jest to możliwe. Czemu?

Odpowiedzi na to pytanie udzielił nam ks. Jacek Prusiński, który wygłosił homilię podczas dzisiejszej Eucharystii, sprawowanej w Wodzieradach. Podkreślił, że pocieszający by móc nieść pomoc drugiemu człowiekowi, nie może być strapiony. Jeśli tak będzie nie wyda on żadnego plonu. – Ten kto jest obarczony różnymi niepokojami, lękami, trudno ma pocieszać innych – zaznacza ks. Prusiński. Ksiądz Jacek wyróżnił dwie kategorie strapień człowieka. Pierwszą określił jako strapienia poważne, przy których trudno dziwić się człowiekowi, który chodzi zasmucony czy przeżywa to co się dzieje. – strapienie kiedy przychodzi choroba, śmierć kogoś bliskiego, kiedy jest utrata pracy, kiedy jakieś nieoczekiwane okoliczności. I to jest poważne strapienie – podkreśla ks. Jacek. Natomiast druga kategoria zdaniem ks. Prusińskiego to strapienia określone jako niepoważne, które nie powinny w ogóle zaistnieć. – to takie strapienie, gdzie człowiek sam szuka tego co będzie go martwić, sprawi, że nie będzie potrafił cieszyć się drobnymi sprawami, nie ucieszy się dniem codziennym i ciągle będzie się o coś zamartwiać – mówi ks. Jacek. Trudno zatem będzie takiemu człowiekowi pocieszać drugiego.

Jak to pokonać? – Trzeba samemu uwolnić się od utrapień – podkreśla ksiądz. Nie przejmować się głupotami, tym co zaraz przeminie. Myślę, że na pielgrzymce można się tego nauczyć – Można nauczyć się tu takiej „mentalności pielgrzyma” czyli nie przejmowania się drobiazgami – dodaje ksiądz Jacek. 

Swoje słowo do nas zakończył cytując utwór zespołu Myslowitz pt. „Być jak John Wayne”:

 „[…] to czego chcę to wszystko jest tuż obok mnie. Cieszę się tym co tu mam. Największe odkrycie od lat. […] niezwykłe jest gdzieś obok mnie, niezwykłe jest tuż obok mnie. […] wystarczy tu dokładnie znów rozejrzeć się […] to czego chcę to wszystko jest tuż obok mnie. […] najważniejsze jest tuż obok mnie”.

 

Drodzy, myślę, że podstawa to zawierzyć wszystko Panu Bogu. On wie co będzie dla nas najlepsze. Z doświadczenia wiem, że łatwo nie jest, bo dużo z nas uważa, że samemu poradzi sobie z jakimś problemem, utrapieniem i najlepiej wtedy jest nam nie wchodzić w drogę. W tym całym uparciu zapomina, że jednak jest Ktoś kto może to ogarnąć i jeśli tylko pozwolimy sobie pomóc, wszystko się ułoży… :)

Dzisiaj życzę sobie i Wam umiejętności proszenia o pomoc i zawierzania tych najtrudniejszych strapień Panu Bogu…

 Gruzik